
Koniec
wyprawy. Czas na pakowanie i powrót do domu. Pakujemy się szczęśliwi i
zadowoleni. Z nutką nostalgii myślimy o zachodnim wybrzeżu, którego pogoda
nie pozwoliła nam obejrzeć i już.... nieśmiałe plany, kiedy dokończymy
dzieła. Wyruszamy do Nexo. Spacerki po uliczkach miasta trochę innego niż
te, które poznaliśmy. Może dlatego, że uległo podczas wojny bombardowaniom
, może dlatego, że jest drugim co do wielkości miastem portowym po Ronne?
Chociaż i tutaj czuje się wyspiarski klimat. Jeszcze ostatnie zakupy i
czas na wodolot Delfin 1
Po pamiętnej przeprawie katamaranem z niepokojem obserwujemy morze. Jest
spokojne- czyżby lot miał być równie spokojny i przyjemny?! Płynęliśmy
do Kołobrzegu niecałe dwie godziny robiąc zakupy w sklepie wolnocłowym
i rozmawiając z sympatyczną załogą (pozdrowionka dla załogi !). My mieliśmy
się świetnie. Gorzej wiodło się rowerom zalewanym przez strugi morskiej
wody. Po odprawie celno-paszportowej w Kołobrzegu zapakowaliśmy się do
samochodów i tak zakończyła się nasza wyprawa. Z ciekawostek na koniec:
jeden z samochodów złapał gumę, a ja zapakowałem do naszego Forda aż 11
rowerów!
Pomimo pogody wyprawa ta to "super cyniucha" / określenie Kuby
i Maćka / i wspaniała przygoda.
Jeżeli nie masz pomysłu na urlop to jedź na Bornholm. Jak zabierzesz ze
sobą jedzenie, tak jak my, będziesz spał na farmach we własnym namiocie
to największym kosztem okaże się prom lub wodolot. A wyspa jest tym miejscem,
które trzeba zobaczyć.
Na Bornholmie wykręciliśmy 185 km.<br>Łącznie przejechaliśmy podczas
całej wyprawy 421 km.
|